Dublin w pięć dni


 Kierunek Dublin. Mhmmm... to nie był pierwszy wybór, chociaż wiedziałam, że w tym roku zimowy urlop chcę spędzić poza domem. Duża jako, że jest już studentka niestety walczyła z sesja, dlatego do spółki z Małą szukałyśmy najtrafniejszego połączenia z łódzkim lotniskiem.  Początkowo miła to być Londyn, później Bruksela.... jednak wybór padł na Dublin. Czemu? Idealnie godziny lotów, wystarczająca ilość dni, żeby zobaczyć ile się da. No i oczywiście cena... Cena biletu też zrobiła robotę. Udało mi się trafić bilety w obie strony z około 250zł.  Kolejnym etapem było znalezienie jakiegoś hotelu. Oczywiście dziś z pomocą przychodzi booking... Udało się znaleźć przyjemne miejsce. Hotelik bardzo klimatyczny, położony w śród bardzo klimatycznego osiedla, 20min autobusem od centrum.

https://www.eganshouse.ie/cookie-policy





 

Opracowałam plan wyjazdu. Zaznaczyłam punkty, które koniecznie musimy odwiedzić na mapie i byłyśmy gotowe. Bagaż podręczny spakowany i ruszamy w drogę.

Nie ukrywam, że miałam lekkie motyle w brzuchu... Dobra, umówmy się, że miałam po prostu stracha. 

To miał być mój pierwszy samodzielny wyjazd bez pana J. Czułam się jakbym znowu sama jechała na kolonie. Przez ostatnie ... dużo lat... ło matko.... bardzo dużo lat, jeździliśmy razem. Mniejsza o powody, ale najwyższy czas wziąć się z życiem za bry. Poza tym, moje Dziewczyny to już dorosłe, niesamowicie mądre kobiety. Z nimi można na koniec świata i z powrotem. Tak więc ruszamy.

Spokojna pobudka, gdyż lot mamy dopiero o 11.50. Pan J odstawia nas na lotnisko. Na Lublinku, o przepraszam Reymoncie... wszystko idzie gładko. Tu ciężko się zgubić. Samolot startuje o czasie. Lecimy. W Dublinie jesteśmy około 13.45 lokalnego czasu. Lotnisko jest ogromne, ale jeszcze w Polsce sprawdziłyśmy gdzie można kupić bilety komunikacji miejskiej. Wybrałyśmy tygodniowe. Koszt to 32 euro.

Można je kupić u kierowcy w autobusie lub na lotnisku. Wrzucam zdjęcie z nazwą kawiarni, w której dokonałyśmy zakupu. Ważność biletu liczy się od pierwszego przyłożenia karty do czytnika w środku komunikacji miejskiej. Karta honorowana jest w autobusach, tramwajach i pociągach miejskich. 



Sam Dublin ma świetnie zorganizowana komunikację. Po mieście porusza się bardzo dużo autobusów. Przystanki są gęsto usiane, chociaż większość z nich to przystanki "na żądanie".

  Mapa Google idealnie łączy nas z każdym wybrany punktem.   

Udało nam się więc odnaleźć połączenie z naszym hotelem. Irlandia przywitała nas deszczem, ale zadziwiająco wysoka temperaturą. W powietrzu czuć już wiosnę. Spacerowi do hotelu towarzysza pierwsze zachwyty... Ceglane osiedle, kwitnące wiosenne kwiaty i to co zdecydowanie najbardziej skradło moje serce, to drzwi do tych cudnych domów. 






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Z podręcznym na Rodos

Rzym, 6 dni 120 km

Malowanie na tkaninie